Chodź – mówi Anna Kasiuk – opowiem Ci o Łowiskach, w których obcowanie z duchami zmarłych to codzienność, a trup ściele się gęsto.
Sto lat temu ojciec, prosty chłop, utopił swoją córkę, bo ta wdała się w romans z panem. I urodziła bękarta. Klasyczny układ: Jeremi i Matylda, panicz z dworu i dziewka ze wsi. Owszem, utopiona, ale od z górą stu lat jej dusza błąka się po obejściu.
Życie za życie.
Praprawnuk za syna.
Smutne to: tyle lat straszyć i uwodzić. I kogóż to? Własnego prapotomka, drugiego w pokoleniu, któremu, według klątwy Jeremiego rzuconej po śmierci ukochanej pisane jest, by umarł w obłędzie. Skoro dziad cierpiał, to ten sam dramat zadedykował następcom. Po czym popełnił samobójstwo. Swoją drogą: czy kazirodztwo obejmuje seks współczesnych z przedstawicielami (czytaj: duchami) świętej pamięci poprzednich pokoleń?
Oto i mamy dwie matki: jedna czeka na poród, a druga odeszła z tego świata nie z własnej woli i syna straciła. Uważa, że jej ból to niespłacony dług następnych pokoleń. Odebrano jej dziecko, więc wie, jak wtedy cierpi matka, a jednak innej chce uczynić to samo.
Dziecko za dziecko.
Przyszłość za przeszłość.
Pragnienie kobiety? Być kochaną. Mówią: uważaj, czego sobie życzysz, bo marzenia się spełniają. Niektórym dubeltowo. Co ma zrobić ta, którą pokocha dwóch mężczyzn, w dodatku braci?
W Łowiskach dni mijają tak, jakby przeklęta Matylda wciąż nie powiedziała ostatniego słowa i tylko czekała na odpowiedni moment, by uderzyć ze zdwojoną siłą. To miejsce nakazuje: patrz tak, żebyś widział, słuchaj tak, żebyś słyszał. Niby taka mazurska pipidówa, zaścianek nad jeziorem, a horror jakby amerykański. Ona, ich dwóch i ruda szkarada – miłość nie z tej ziemi.
Kasiuk stawia pytanie: czy odebranie sobie życia to słabość i ucieczka czy poświęcenie?
Jagoda to trzeci tom z cyklu „Łowiska”.
Czytajcie i czekajcie na finał.